Remove before flight – Marcin Wierzejski

Są imponująco potężne, odrzutowo głośne, niektóre szybsze, niektóre wolniejsze, zawsze wspaniale prezentują się na niebie, a on już od podstawówki marzył, by na nich latać. Dziś uwiecznia je na zdjęciach, robi to, co sprawia mu przyjemność. Niesamowicie wrażliwy na piękno, niepoprawny optymista, z dużym poczuciem humoru i dystansem do świata potrafi połączyć to, co kocha z tym, co jest pożyteczne. Jak sam mówi „zrobienie czegoś nie tylko dla siebie przynosi niesamowitą frajdę.” Poznajcie Marcina Wierzejskiego, Zastępcę Dyrektora Handlowego Grupy Siedlce, zafascynowanego samolotami i fotografią lotniczą. 

Kiedy i jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią lotniczą?
Jakie były początki?Sam nie wiem, ostatnio odkopałem swoje pierwsze zdjęcia z Radomia z 2000 roku, robione jeszcze starym Kodakiem, małpką. Myślę, że wtedy był początek.    

Skąd czerpiesz wiedzę na temat samolotów i pokazów lotniczych, w których uczestniczysz?
Z wszelakich forów internetowych o tematyce lotniczej. Na świecie jest mnóstwo wariatów pasjonujących się tą tematyką, można dokopać się do każdej informacji. 

Jeśli już mówimy o pokazach, to czym się kierujesz wybierając te, na które jeździsz, także za granicę? Czy są to cykliczne imprezy, czy za każdym razem wybierasz inne show?
W zasadzie kieruję się wolnym czasem, AIR SHOW wypadają głównie w weekendy, które niestety mam często zajęte. Impreza, która na stałe wpisała się w mój kalendarz to AIR SHOW w Radomiu, wszystkie inne plany dostosowuję wtedy do wydarzeń sierpniowych.

 Rumuński MIG-21 podczas Air Show Radom 2013 rok, podejście do lądowania.

Pokaz lotniczy, który szczególnie zapadł Ci w pamięci…
AXALP w Szwajcarii. Niesamowita górska sceneria, no i trud wejścia na szczyt ze sprzętem. Można się było zmęczyć kilkukilometrowym podejściem, ale się opłacało. AXALP to mekka spotterów lotniczych. Spokojnie mogę jednak powiedzieć, że każde pokazy to inna przygoda, żadnych nie żałuję.


    EUROCOPTER EC635 „Air Show AXALP ”  Szwajcaria 2011 r.  

Jak organizujesz wypad na taki pokaz od strony technicznej? Potrzebne są specjalne pozwolenia na wejścia w strefy dla fotografów, jak zabezpieczasz sprzęt?
Jeśli chcę być obecny w specjalnych strefach, to wtedy tak, potrzebne są akredytacje. Nie jest to jednak tani biznes, w 2009 roku miałem wykupiony Spotter PACK w Radomiu, który kosztował 500 zł, więc sami widzicie…  Zwykle staram się wchodzić jak cywilizowany człowiek J.  A na marginesie „spod płota” też można zrobić niesamowite zdjęcie, trzeba mieć tylko drabinę  haha… Śmieję się, choć to nie żart, już tak wyposażony na pokazach też byłem obecny.  Jeśli zaś chodzi o zabezpieczenie, to obowiązkowy jest płaszcz przeciwdeszczowy, foliowe reklamówki i gumki recepturki.   

Czy masz ulubione grupy akrobacyjne?
Kiedyś urzekł mnie pokaz brytyjskiego zespołu „RED ARROWS” na samolotach HAWK. Niesamowita sztuka latania, zawsze mają wspaniałe show, barwne i pełne świetnej oprawy muzycznej, uwieczniłem ich nawet w kalendarzu (lipiec). Ale uwielbiam patrzeć też na nasz zespół z Radomia – latają na Orlikach… Wspaniale latają… 

Jakie samoloty najbardziej Ci się podobają? A jakie najefektowniej wyglądają w powietrzu?
Oczywiście wojskowe, podczas obserwacji pokazów na żywo największe wrażenie robią maszyny odrzutowe (palniki, jak to mówimy potocznie), łomot i prędkość robią robotę. Na zdjęciach jednak najbardziej atrakcyjnie prezentują się śmigłowce i samoloty turbośmigłowe, są niestety trudniejsze w fotografii pomimo, że latają znacznie wolniej.  


Marcin Wierzejski podczas pokazów w Szwajcarii w 2011 roku. 

Co jest takiego w samolotach, że tak Cię fascynują?
To proste! Zawsze chciałem latać, od podstawówki, kiedy to sklejałem moje pierwsze modele z papieru. Myślałem już tylko o samolotach J. Ale to nie tak, że żałuję, że robię to, co robię. Po prostu sprawia mi przyjemność samo podziwianie i fotografowanie. 

Może sam siedziałeś za sterami samolotu?
Jasne! Wiele razy, mam nawet zdjęcie z kokpitu starego An-24 (wojskowy transportowiec), niestety - i tu wywołam pewnie uśmiech na twarzach czytelników - stał na płycie lotniska. Z realnych marzeń chciałbym zrobić kurs szybowcowy lub na paralotnię. 

Czy tej pasji towarzyszy też misja kolekcjonowania różnych przedmiotów związanych z lotnictwem?
Muszą być już naprawdę wyjątkowe. Nie jestem typem zbieracza, chociaż mam godło Dywizjonu 303 na tylnej szybie w samochodzie J,  a przy plecaku fotograficznym zawieszkę „REMOVE BEFORE FLIGHT” i kilka proporczyków jednostek lotniczych. Tak naprawdę zbieram tylko książki i je czytam oczywiście J, zresztą nie tylko o tematyce lotniczej, ale to już inna historia. 

Formacja BREITLING WINGWALKERS,
prawdziwe samoloty i prawdziwe kobiety na skrzydłach
Boeing Stearman Kaydet RIAT 2014 r. 

Fotografia lotnicza to piękny, ale i wyjątkowo trudny, wymagający temat. Jaki trzeba mieć sprzęt, żeby zacząć robić dobre zdjęcia lotnicze? Od jakiej ogniskowej zacząć?
Marka nie ma znaczenia, na pewno przydaje się korpus i obiektyw z szybkim autofocusem, podczas dynamicznych scenerii nie ma czasu na szukanie ostrości na niebie. Dobrze mieć także niezłe „tele” o ogniskowej minimum 100-200mm - obiekty często dynamicznie przemieszczają się w odległości kilku kilometrów od fotografa - aby zdjęcie nie przedstawiało wyłącznie plamki na horyzoncie… 

A na jakim sprzęcie teraz pracujesz? Czy on przekłada się na jakość zdjęć i komfort pracy?
Obecnie pracuję na Canonie 5D mark III z teleobiektywem 100-400 mm, ten zestaw daje już bardzo ciekawe rezultaty. Co prawda nie jest to szczyt moich marzeń, ale następna półka zaczyna się już w grubych tysiącach. 

Twój sposób na zrobienie dobrego zdjęcia lotniczego? Sprzęt, wiedza, świetne oko – w czym tkwi tajemnica?
Chyba wszystko, co wymieniłaś się przydaje, znajomość aparatu, jego ustawień i ograniczeń myślę, że jest tu nieodzowna, do tego cierpliwość... Cała masa cierpliwości. Ciekawe zdjęcie - nie tylko lotnicze - w znacznej mierze zależy od oświetlenia. Czasami warto poczekać nawet 12 - 15 godzin na wyjątkowe warunki. Jakość sprzętu ma oczywiście znaczenie, ale nie decydujące, widziałem porywające zdjęcia zrobione amatorskim sprzętem. Wystarczy mieć chęci i wrażliwość na to, co nas otacza (tak - niektórzy mówią na to oko ;))

 AIRBUS A400M podczas pokazów lotniczych Royal International Air Tattoo
w Wielkiej Brytanii (RIAT) w 2014 roku. 

W 2015 oraz 2016 roku wspólnie z Łukaszem Pałygą wydaliście kalendarze ze swoimi zdjęciami z pokazów lotniczych, ze sprzedaży którego całkowity dochód został przeznaczony na pomoc dla chorego na stwardnienie rozsiane pilota. To bardzo piękny gest. Opowiesz, skąd pomysł, jakie były etapy realizacji, jak to wyglądało od strony technicznej?
O i teraz wypadałoby się rozgadać, bo to długa historia… Ale od początku :)
Pomysł na kalendarz wpadł mi do głowy w sierpniu w tamtym roku - pierwsza myśl… Zadzwonię do Łukasza, ciekawe, co powie… Oczywiście zgoda! To już byliśmy we dwóch :) ieliśmy materiał, brakowało nam projektu, drukarni, patronów i pomysłu na sprzedaż. Projektem zajęła się moja siostra, która jest grafikiem, drukarnię z niezłą jakością wydruku i za rozsądne pieniądze znaleźliśmy pod Siedlcami. Wtedy napisałem do Jacka[1] wiadomość o chęci pomocy. Taką zwyczajną wiadomość na Facebooku (wisi u mnie cegiełka na jego leczenie z 2012 roku – dwustronicowy kalendarz ze zdjęciem, stąd ten pomysł), zaczęliśmy korespondować i poleciało.
W kolportaż zaangażowało się masę osób, kolegów z Inter Cars oraz przyjaciół moich, Łukasza i samego Jacka. (Dziękuję wszystkim, szczególnie Grupie Siedlce, bez Was to by się nie udało).
W pierwowzorze chcieliśmy przeznaczyć 5 zł od każdej sprzedanej sztuki, ale w zasadzie cały dochód po odliczeniu kosztów przeznaczyliśmy na akcję. Dzisiaj przyznaję, jestem zaskoczony, że udało się zmontować, wydrukować i sprzedać cały nakład przed nowym rokiem.
Najwięcej pracy mieliśmy z patronatami, ciężko jest przekonać kogoś do nowej inicjatywy, nawet jeśli nie oczekujemy żadnego wsparcia finansowego, tu też z pomocą przyszli przyjaciele.
Dostaliśmy patronat honorowy Dęblińskiej Szkoły Orląt, Redakcji Lotnicza Polska i Chełmskiej Szkoły Latania, ale naprawdę musieliśmy poświęcić wiele wieczorów na pisanie maili – dzwoniłem nawet do Ministerstwa :)
Czy potrafię uzasadnić po co to? Nie potrafię - mogę tylko dodać, że zrobienie czegoś nie tylko dla siebie przynosi niesamowitą frajdę. 


A400M w trakcie wykonywania figury „pętla” RIAT 2014 r.  

UWAGA!

Można już zakupić kalendarz lotniczy na rok 2017Zaprezentowane w nim zdjęcia zostały wykonane na wielu międzynarodowych pokazach w Polsce i zagranicą. 

Cel charytatywny wspomóc w leczeniu i rehabilitacji chorego na Stwardnienie Rozsiane polskiego pilota MIG-29 kpt.Jacka Matysiaka FLYSHARK.

Wydanie piękne, profesjonalny druk offsetowy. Nakład ograniczony jedynie 500 szt.

Koszt Kalendarza 35zł ( cena z wysyłką na terenie Polski :))

zamówienia wprost na FB lub na maila: m_vire.kalendarz@yahoo.com